poniedziałek, 7 października 2013

Rozdział 46: Problemy wcale nie górują

,,I kocham Cię bardziej niż kiedykolwiek wcześniej
  I nawet, jeśli dziś nie widzę Twojej twarzy.
  Nic się nie zmieniło, nikt nie może Cię zastąpić
  To staje się trudniejsze z każdym dniem."
  (Miley Cyrus - ,,Stay")

Rozdział dedykuję wszystkim tym, którzy czują się nieważni.
Okazuje się, że jesteście najbardziej zaufanymi osobami i umiecie kochać bardziej. 

Violetta
    Są takie momenty, gdy zaczynasz się poddawać. Gdy rozumiesz, że twoje problemy przezwyciężają wszystko, a ty nie potrafisz ich pokonać jednym, skutecznym ciosem. Czasem potrzebujesz ich kilkadziesiąt, a to i tak przynosi marne skutki. I poddajesz się z każdą minutą, która zabija twoje serce od środka. Ty nawet nie wyobrażasz sobie jak to boli. Te wszystkie pogrzebane marzenia, które miały iść w parze z twoim życiem. Teraz ich nie ma.
    Gdy czasem wyobrażasz sobie chwile, w którym wszystko wydawałoby się takie błogie, takie bezpieczne, przypominasz sobie, że żyjesz na tym świecie. Nie gdzie indziej. Nie masz prawa żadnego głosu. Nie sprzeciwisz się losowi, któremu wydaje się, że to dobre. Nie podbijesz wszystkich ziem jednym słowem. Nie przekonasz się, póki nie spróbujesz. Zawsze istnieje to ,,ale", które albo wprowadzi nas w progi raju, albo wprowadzi nas na brukowaną drogę piekła.
    Ale istnieje jedno, co może pokonać wszystko. Muzyka. Melodie, które choć przez chwilę ukoją zbolałe serce. Choć przez krótki moment jest wspaniale, ale to tylko chwilowe poczucie szczęścia. Potem znów przychodzi cierpienie.
    Stałam przed drzwiami i pytałam samą siebie, czy na pewno nie śnię. To powraca. Wszystko powraca. Uspakajanie nic nie daje. Wszystko wraca. Czasem nawet ze zdwojoną siłą.
    - Co tutaj robisz? - szepnęłam pytająco.
    Ojciec Leona uśmiechnął się kpiąco i posłał mi spojrzenie, które zabolało moje serce. Nie zwracałam uwagi na pogardę w moim pytaniu. To ja w tej grze przegrywałam i poddawałam się bardzo szybko. Znikome marzenia przestały teraz grać role. Teraz liczyły się dwie osoby, które stały na przeciwko siebie. Ja i mężczyzna, który chciał pozbawić mnie wszystkiego tego, co miałam.
    Zaczęłam krzyczeć:
   - Dlaczego?!
   Mój wrzask zerwał na równe nogi mojego tatę, który zdenerwowany podbiegł do drzwi. Nie zwracałam na to, co działo się później. Ostra wymiana zmian między mężczyznami. Groźba pana Verdasa i jego szybkie wyjście. Mój ojciec szybko złapał za telefon i zadzwonił do Leona, który odebrał w mgnieniu oka. Tak samo wstrząśnięty. U niego był już wcześniej. Zaczęłam martwić się jeszcze bardziej, a przed moimi oczami mrugały postacie. Najpierw Olga, która cichutko przynosiła mi wodę, którą piłam litrami. Potem Ramallo trzymający mnie kurczowo za rękę. I ostatni mój tata, German, tak samo wstrząśnięty, błagający Boga o to, bym się nie poddawała. Na samym końcu poczułam znajome perfumy i silne ramiona, obejmujące mnie. Zdołałam wyszeptać krótkie:
    - Leon.
    Nie pamiętałam już nic. Szybko zmorzył mnie sen.

Następny dzień,
Tomas
    Nigdy nie potrafiłem zrozumieć, dlaczego wszystkie problemy kochają akurat nas, czyli mnie i moich przyjaciół. Najbardziej kurczowo trzymały się Leona i Violetty, którzy próbowali zapomnieć o wszystkim i oddać się swojej miłości. Ale zawsze przychodziły momenty, gdy musieli polegać na innych, którzy wspomagali ich w walce. Również chciałem ich uratować, ale nie było to takie proste.
    Wczorajszy wieczór okazał się kolejnym, niezwykłym przeżyciem, który wcale nie przynosił niczego dobrego. Ponowny powrót, który znów rozprzestrzenił problemy. Pan Verdas był osobą, jak najbardziej upierdliwą. Leon odziedziczył to po nim, ale wszyscy bali się spotkania z tym człowiekiem.
    Leon zadzwonił do wszystkich i opowiedział o zdarzeniach. O tym, że trudno mu było w to uwierzyć, że bał się reakcji Violetty. Ona nastąpiła równie szybko, więc nawet nie miał czasu na zastanowienie.
    Spojrzałem za okno i ujrzałem burzę brązowych włosów, która pędziła do wejścia mojego rodzinnego domu. W ekspresowym tempie ubrałem się i z rozczochranymi włosami, otworzyłem drzwi Larze.
    - Słyszałeś, Tomas? - zapytała nerwowo, wpraszając się do mojego mieszkania i siadając na jednym z foteli.
    Pokiwałem twierdząco głową, ale ona już wcześniej zaczęła swój monolog:
    - Boże. Dlaczego to akurat oni? Czym sobie zawinili? Leon przykładny przyjaciel, chłopak, a Violetta najlepsza dziewczyna pod słońcem. W głowie się nie mieści. Te sytuacje zaczynają mnie powoli denerwować i wiesz co? Pójdę tam do tego debila, co wrócił sobie tak nagle znikąd! Wygarnę mu, co myślę. Posłucha mnie! Przecież mnie nie da się pokonać.
   Zatrzymałem ją, łapiąc za nadgarstek. Ona wściekła, zawołała:
   - Puść mnie, Tomas!
   Pokręciłem  przecząco głową i postawiłem ją na podłodze:
   - Pójdziemy razem do Violetty. Mają spotkać się tam wszyscy.
   - Dobrze - wyjąkała i szybko wyszła za drzwi.
   Tylko uśmiechnąłem się na wspomnienie jej mądrej twarzy i podążyłem za nią, pełny obaw, co do tego spotkania.

Diego
   - O cholera! - zawołałem i ku zdziwieniu Ludmiły, wbiegłem w pobliski krzaczek, próbując stać się niewidzialnym.
   Moja partnerka spojrzała na mnie swoimi dużymi, rozszerzonymi do granic możliwości, brązowymi oczami i złapała się za głowę. Mogło wydawać się, że to nadzwyczaj dziwne, ale miałem powody, które stawały w mojej obronie.
    - Wychodź stamtąd, idioto! - zawołała groźnie blondynka.
    Bojąc się konsekwencji mojego zachowania, posłusznie wyplątałem się z niezwykle kujących gałązek i stanąłem tuż obok niej. Natychmiastowo wskazałem palcem w stronę drugiego chodnika, który prowadził do domu państwa Castillo. Ona również tam spojrzała, a na jej twarzy zagościł nikły uśmiech.
    - Jak myślisz, dadzą radę? - zapytała szczęśliwa.
    Jej aktualny stan był najpiękniejszym ze wszystkich i śmiało mogłem podeprzeć głowę i rozmarzyć się o jej blond włosach i lśniących z wrażenia oczach. To było tak zdumiewające. To wszystko, co się zmieniło. Nikt by się nigdy nie spodziewał, że staniemy się zupełnie kimś innym. No bo kto by sądził, że ja, Diego, będę dobry? ja zawsze grzeszyłem najgorszymi sposobami, ale w końcu odnalazłem Ludmiłę, która również, choć niepewnie, chciała poprawić w sobie wszystkie złe cechy. I tak budowaliśmy się od początku, podając sobie wzajemne dobre uczynki z tymi uśmieszkami na naszych twarzach. I mogłoby się wydawać to głupie, ale potem, tak nagle, po drodze, gdzieś zboczyliśmy z kursu i zatoczyliśmy kółko, które zaprowadziło nas do siebie. Czy tego żałowałem? Nie, to było najpiękniejsze, co mogło się wówczas stać.
    - Jestem pewien - wyszeptałem odpowiedź na jej pytanie.
    Chwila ciszy, a potem cichutki głosik Ludmiły, który zapytał:
    - A my damy radę?
    I potem moje, jakże miłe dla ucha pytanie:
    - A kiedyś nie daliśmy, Ludmi?
    I wtedy pukle jej pięknych, złotych włosów spoczęły na moim ramieniu.
    A Rico i Camila powolnie szli, ramię w ramię, w stronę domu Violetty. Tylko czekaliśmy na ich bezgraniczne szczęście.

Leon
    Dlaczego patrzę na twarz anioła, który łka powietrze swoimi malinowymi usteczkami i próbuje nabrać go jak najwięcej? Dlaczego widzę oczy anioła, które lśnią od łez i widzę w nich ten ból, przed którym tak bardzo chciałem ją ochronić? Dlaczego nie potrafię niczego zrobić dobrze? A ona patrzy na mnie swoim pustym wzrokiem i szepcze:
    - Leon, nie przejmuj się. Ja cię kocham, bardzo. Ty robisz wszystko bym była szczęśliwa. Leon..
    Nie byłem aż tak silny. Byłem nikim, bo wtedy stało się to, co się stało. Po mojej twarzy spłynęło kilka łez, a ja próbowałem je ukryć, ale nie umiałem. Moja bezsilność była czymś najgorszym, bo pojawiała się rzadko, ale wtedy uwalniała wszystkie moje żale i niepowodzenia.
    - Leon, nie... - ona dalej szeptała, aż wreszcie zaczęła śpiewać.

Wciąż Cię kocham.
Moje serce kocha Twoją twarz.
Kocha Twoje oczy.
Kocha Twój zapach.
Kocha Twoją duszę.
Wielbi nawet Twoje słone łzy.*

    Uniosłem głowę, ale nie zobaczyłem Violetty. Ujrzałem zupełnie inną dziewczynę. Nie tak wrażliwą jak w piosence. Dziewczynę o boskim spojrzeniu, które mówiło walcz. Było skierowane jedynie do mnie. Wiedziałem, że muszę wypełnić zadanie. Nawet jeżeli chciałem płakać dalej. Nawet piosenka nie umiała uspokoić mojego serca, które biło i biło, nie mogło się uspokoić.
    - Proszę. Teraz musimy być silni, Leon. Nie wiem, co będzie dalej, ale pomogę ci. Pomogę ci ze wszystkim. Obiecuję. Musisz mi zaufać. Zobaczymy, jak sobie poradzimy, ale jesteśmy razem. To daje nam o wiele więcej. Rozumiesz? Kocham cię. 
    Przytaknąłem i zapytałem, moja twarz już wyschła:
    - Kiedy napisałaś tą piosenkę?
    Uśmiechnęła się, trochę zawstydzona, ale powiedziała:
    - Właściwie przed chwilą, ale siedziała mi w głowie już od bardzo dawna. Ładna?
    Ująłem jej dłonie, które tak delikatne, niemal kruche, zadrżały. Obrałem to za dobry znak i rozpogodziłem się. Violetta czuła się, jak na razie, bezpieczna, więc pozostawało mi tylko dbać o nią, jak najlepiej. Nie przeoczyć niczego, ani jednego małego punktu.
    - Najpiękniejsza na świecie.

Camila
    Drzwi do domu państwa Castillo otworzyła nam Olgita. Była trochę przygnębiona, więc odkryliśmy, że na niej tez musiało się odbić to nagłe zajście, które było okropnym powrotem zmierzającym do najgorszego.
    Tak. Dobrze przeczytaliście. Byłam tam razem z Rico. Tak, tym chłopakiem, do którego straciłam zaufanie i nawet nie miałam zamiaru go przepraszać. A teraz przyszliśmy razem, jak gdyby nigdy nic, bojąc się o dobro naszych przyjaciół.
    Nic do niego nie czu...
    Stop.
    Nie będę się oszukiwać.
    Pożeram go wzrokiem, patrzę na każdy szczegół, którego mogłam wcześniej nie zauważyć. Przyglądałam mu się z taką dokładnością, bojąc się, że nagle odwróci głowę, a ja nerwowo spojrzę w niebo. Patrzyłam na jego usta, które akurat wtedy wykwitły w pięknym uśmiechu. Widziałam jego oczy, w których tańczyły szalone iskierki szczęścia, a ja powtarzałam sama sobie, ze to nic nie znaczy, aż w końcu muszę powiedzieć, że to kłamstwo.
    Bo kochałam go całym moim sercem, które przyciskane przez moją głowę, przestało walczyć o tą miłość i szybko się poddało. Było mi to na rękę, dopóki mój umysł zrozumiał, że... że temu uczuciu nikt nie potrafi się poddać, nawet najsilniejsi.
    Zapukaliśmy lekko do drzwi pokoju Violetty i usłyszeliśmy cichutkie:
    - Proszę wejść.
    I wtedy zobaczyliśmy zdziwione twarze, które okaleczały nas swoim wzrokiem. Violetta i Leon chcieli zauważyć wszystko, a ja kiwnęłam głową i oznajmiłam:
    - Jesteśmy tutaj i chcemy wam pomóc.
    - Dlatego zawieszamy broń - dokończył Rico.
    Spojrzeli na nas i szybko wstali, by mocno nas wyściskać. Nawet nie zauważyliśmy jak z tyłu podeszli do nas inni. Wszyscy nasi przyjaciele, bez których to nie miałoby najmniejszego sensu. Byliśmy razem. Wszyscy byliśmy złączeni w jedno, więc nie należało się poddawać. 
    A serce biło mocniej i mówiło:
    - Nie poddawaj się. Nie przez przypadek.

* Tekst piosenki Violetty wymyślony przeze mnie.

Mam wielką nadzieję, że przyjmiecie ten rozdział jakoś.
Ja mam dość moich dni w szkole. Mam dość!
Wszystko się sypie, spiny z każdym. Nawet nie macie pojęcia jak mi przykro z tego powodu.
Rozdział wcześniej troszkę, niech będzie.
Następny możliwe, że w niedzielę.
Błagam Was! Przytulcie mnie!
Kocham całym serduszkiem!
Xenia, która jest tak zdołowana, że nawet nie ma ochoty stawiać serduszka. Wiedzcie, że coś się dzieje.

Obserwatorzy